Walentynkowy prezent od Olitorii

Z Małżonkiem świętowaliśmy Walentynki dzień wcześniej, bo 14go szedł już do pracy. Byliśmy na spacerze (co dla mnie okazało się wręcz wyprawą xD) a później na kolacji. Nie wiem tylko czy pieczone żeberka z frytkami są romantyczne. Ale na pewno pyszne! 😁
Zaś wczoraj siedząc sama w domu i beztrosko prasując sobie ubranka dla maleństwa, zapukał do mych drzwi listonosz. Trzymał w rękach paczkę z napisem Poczta Polska, a ja zaskoczona od kogo to moze być i co… nazwisko nadawcy też jakieś obce… ale po chwili mnie olśniło! Moja nagroda w prestiżowym konkursie u Olitorii! 😁 Ale radocha. 

Te drobiazgi zrobiły mi dzień, absolutnie! Ramka na zdjęcia wymiata. W pierwszej chwili myślałam, ze to tablet. 🙈 Mąż jak wrócił z pracy z resztą też. 

Gryzaczek dla córeczki trafiony, bo jeszcze żadnego nie mam.. szczerze nawet nie pomyślałam! 🙈 Śliczny kaftanik też nas ucieszył. 

Maseczki mnie przerażają, bo miałam jakąś na twarzy raz w życiu, ale spróbuję jeszcze raz, nie ma wyjścia. 😁 Bananowa brzmi kusząco, no i wyjaśniło się, jak Ona to robi, że nie widzimy różnicy między zdjęciami na #10yearschellange 😉 

Notesik z pięknymi zdjęciami ze Szczecina przybliżył mi ogląd na to miasto. Jako ciekawostkę, Wam powiem, że mam tam rodzinę a nigdy tam nie byłam. Po zdjęciach stwierdzam, ze chyba jednak muszę! 🙂

No i szkatułka. Uwielbiam takie cudeńka. Zawsze znajdzie się coś co mogę w takich skitrać… a jeszcze w środku… słodka niespodzianka. A jedzonko to coś co misie lubią najbardziej. 😁😁😁☺

Jest też personalizowany, ręcznie pisany, na pięknej papeterii list. Tak. Zdradziłam Olitorii swoje imię. Wam jednak jeszcze nie jestem gotowa się tak obnażyć ;P Wybaczcie. Haha.

Podsumowując… bardzo dziękuję za prezent, bo raczej tak się czuje – jakbym otrzymała prezent a nie nagrodę. W żadną nagrodę nie wkłada się tyle serca 🙂 Nie mogę sie doczekać, aż ubiorę córeczkę w ten piękny kolorowy kaftanik! 🙂

Miłego dnia kochani! Organizujcie więcej konkursów. 😁😁 Może znów coś wygram. 😁☺

Reklamy

Ciążowy kryzys

No i nadszedł ten czas, że na prawdę mam dość. Tak jak pierwszy i drugi trymestr czułam się wyśmienicie i w ogóle nie odczuwałam ciąży, tak teraz daje mi w kość. Serio. Od dłuższego czasu, spokojna noc, przespana ciągiem to marzenie. Budzę się w środku nocy i nie mogę spać, bo tu mnie boli, tam mnie bodzie, bo siku, bo nie wygodnie, bo po prostu czuję się wyspana. Przekręcenie się na drugi bok w łóżku to jak wyprawa na księżyc, a podniesienie się z łóżka to już w ogóle na marsa co najmniej. Do tego dochodzi niemoc ogólna. Niby mam plan, zrobić to, zrobić tamto, ale zanim się zbiorę, ba… zanim się UBIORĘ to schodzi mi pół dnia. Na prawdę, założenie dolnych części garderoby to najgorszy punkt dnia. No i do tego wszystkiego wahania nastrojów… na prawdę mam jakieś płaczki zupełnie bez powodu.. no albo sama przed sobą nie chcę przyznać, że to z powodu tego jak mi ciężko. xD Tyle, że wiem, że i tak nie mam źle. Bo bóle pleców czy żeber nie są wcale jakieś takie nie wiadomo jak wielkie, nie mam rwy kulszowej, nie mam też problemów z ciążą, tak jak nie jedna z dziewczyn na Fejsbukowej grupie. Więc wiem, że powinnam doceniać to co mam i nie narzekać, ale no… każdy kto jest kobietą na pewno rozumie, że baba sobie czasem po prostu musi popłakać. A zwłaszcza ja, o czym nie raz pisałam, a że w ciąży muszę to już w sumie w ogóle żadna niespodzianka. 😛

Dobrze, że mam już gotową wyprawkę, ale tak na prawdę najbardziej wymagające fizycznie dopiero przede mną – pranie i prasowanie ubranek, które mama ma mi wysłać z Polski w przyszłym tygodniu. Na pewno będzie mnie to zajęcie cieszyło, ale na pewno nie da rady w jeden dzień… No i torbę do szpitala też trzeba pakować. Jakby nie patrzeć, to już końcówka 32 tygodnia. Od kilku dni śpimy już z mężem w pokoju córeczki, bo tutaj się zmieściło większe łóżko, a mnie już trzeba sporo miejsca z tym brzucholem i z moim przeturlewaniem się – bo już przekręcaniem tego nazwać nie można.

A teraz pytanie mam do tych co już mają ciążę za sobą. Czy któraś z Was też miała dziwne uczucie w żebrach, jakby pieczenie? Mało tego piecze mnie też skóra tuż pod piersiami. Uczucie jak po spaleniu się na słońcu i w dotyku taka sama wrażliwość, ale absolutnie żadnego zaczerwienienia, krostek, rozstępów, odgnieceń od ubrań. Nic. A piecze… smarowanie kremami, olejkami, niczego nie zmienia… Dziwne uczucie, i strasznie wkurzające. Mniemam, że skóra się po prostu rozciąga. Ale mogłaby przestać, bo w końcu pęknie albo co.. Masakra. Ogólnie żebra na całym obwodzie, z każdej strony pieką, bolą na przemian i to najbardziej mi dokucza i nie daje spać. To sprawia, że tylko coraz bardziej nie mogę się doczekać porodu i czekać będę na niego jak na zbawienie. No ale póki co to niech malutka jeszcze posiedzi w środku. Mamusia wytrzyma. Damy radę. Tata też jakoś może to zniesie. :D:D

Ap ropo Taty… Mężu mój trochę uziemiony. Dziurę ma w noce o średnicy 1.5 cm i głębokości jakieś 5 mm. Pokazałabym Wam zdjęcie, ale może jesteście zbyt wrażliwi… 😛 O jego bolesnym odcisku i nieudolnej ,,podolożce” Wam pisałam chyba… No to w końcu się P. zdecydował wybecalować 200 funtów i spróbować szczęścia z zabiegiem elektrokoagulacji. Spróbował, ale minimum 2-3 dni kazano mu jak najmniej chodzić, więc póki co to leży na kanapie i chodzi tylko siku, a żonka mu podaje jedzonko. Pomimo tego, że obecnie kosztuje mnie to sporo wysiłku, to uwielbiam się o Niego troszczyć, choć z drugiej strony nienawidzę patrzeć jak cierpi. Co prawda po tym zabiegu mówi, że nie cierpi. Czasem go trochę to szczypie, ale zmiana opatrunku dwa razy dziennie i oglądanie tej dziury w stopie ukochanego, na prawdę nie jest przyjemna. Ja nie jestem wrażliwa na krew itd. Ale jak widzę takie coś w ciele mojego P. to aż serce mi się kraje na pół. Oby to się szybko zagoiło, a ten cały odcisk i jego ból zostały tylko wspomnieniem.

Strasznie się rozpisałam. Dobrej Niedzieli Wam życzę i Dziubaskowa – zwracam honor. Teraz już rozumiem, te Twoje wpisy jak ciężko jest być w ciąży. :D:D

Zegar tyka…

Chyba zaczyna do mnie docierać… To chyba przez pojawiające się w domu dziecięce akcesoria i kosmetyki. Albo przez to, że aplikacja w telefonie nieubłaganie odlicza czas i na dzień dzisiejszy pozostawia nam 77 dni do terminu porodu? Coraz częściej myślę o porodzie. Na prawdę nie panikuję, więcej negatywnych emocji budzi we mnie myśl o wizycie u dentysty niż o porodzie, ale jednak mam pewne obawy. Nie boję się bólu. Boję się tego, jak moje ciało to zniesie. Boję się, że coś może pójść nie tak, że może nie dać rady moje serce, że nasza córeczka się zaplącze w pępowinę… cokolwiek! I boję się, że mnie ten poród zaskoczy. Zdecydowanie bardziej wolałabym znać konkretny termin, kiedy to nastąpi. Ww wtorek aplikacja wskaże nam 30 tydzień i 1 dzień ciąży. To już tak nie wiele, do momentu, w którym ciąża będzie donoszona, i w którym akcja może zacząć się w każdej chwili! Ale to nie przeszkodziło nam w kupieniu biletów na stand up, w dniu 22 marca. Haha. Z jednej strony mam właściwie nadzieję, że przed tą datą będzie już po wszystkim (bo czemu nie?), a z drugiej, jak coś to przynajmniej będzie jakaś atrakcja po drodze, która pozwoli na chwilę nie myśleć, nie czekać i rozerwać się. 🙂

Wracając do wyprawki, to ostatnio zakupiliśmy już kosmetyki, husteczki, waciki, pieluszki i inne takie pierdoły. Wózek jak wiecie już stoi w salonie, kupiliśmy też kosz Mojżesza z funkcją kołyski, a także zrobiłam większe zamówienie z polskiego sklepu internetowego, z łóżeczkiem, fotelikiem samochodowym, pościelą, wanienką i innymi ,,grubszymi sprawami”. Nie mogę się jej doczekać! 😀 Planuję też kupić kilka ciuszków, bo najbardziej to chyba one cieszą i najbardziej dają wyobrażenie o tym, jaką kruszynkę niedługo przyniesiemy na rękach do domu.

Przed tym jednak, w środę czekają nas odwiedziny teściów. Przylatują na 5 dni. Fajnie, bo coś się będzie działo i w ogóle, ale jestem też ciekawa jacy będą w stosunku do mnie ciężarnej. Czy zaraz się nie okaże, że nic mi nie wolno, i czy dużo rad usłyszę o wychowaniu czy np. karmieniu piersią. Wiecie, jak wczoraj znów od koleżanki usłyszałam, że mogę się napić czasem lampkę wina w ciąży… to aż się boję jakie rewelacje ,,wymyślą” moi teściowie… -,- Najgorsze, że ta koleżanka też obecnie stara się z mężem o dziecko. To przecież boli, ta nieświadomość ludzi. Najlepiej to niech jeszcze w pierwszym trymestrze sobie walnie potem tą lampeczkę wina, na poprawę krążenia! No porażka 😦

To, że zaczęłam macierzyński i, że przez rok nie będę chodziła do pracy to jeszcze do mnie nie dociera. Dotrze może we wtorek, kiedy to powinnam zacząć kolejną zmianę, a nie będę musiała tam iść. Myślę jednak, że szybko się do tego przyzwyczaję. :>

Macie pomysły na jakieś ciekawe ale proste dania? Będę miała dużo czasu i obiecałam Mężu, że będę gotować pyszne obiadki, tylko, że z weną i pomysłami u mnie kiepsko, bo kucharka ze mnie żadna… 😉

Rok wielkich zmian

Witajcie w 2019 roku.  Mam nadzieję, ze pierwszy tydzień Nowego Roku minął Wam dobrze. Do nas zaczyna docierać jak wielkie zmiany przed nami. Fakt, że doczekalismy się narodzin córeczki mojej kuzynki postawił nas na nogi, że to na serio. Że z mojego rosnacego brzucha też na prawdę wyskoczy niedługo nasza córeczka. Mało tego, cały czas odkładaliśmy organizowanie wyprawki na ,,po Nowym Roku” z myślą, ze będzie jeszcse 3 miesiące… tyle, że zdałam sobie niedawno sprawę, że początkiem marca to my musimy byc gotowi i spakowani do szpitala!!! 😱

W związku  z tym wózek już jest. Stoi w salonie i nabiera mocy urzędowej. Kolorystycznie pasuje do kanapy 😁😂 W przyszlym tygodniu zamawiam większość wyprawki, za jednym zamachem z polskiego sklepu internetowego. A czego nie mają – lub mają drogie – mama kupi stacjonarnie i wyśle mi w lutym paczkę wraz z ubrankami od kuzynki, bo jej córeczka w 2 miesiące na bank już z czegoś powyrasta 😉

Jeśli o mnie chodzi to coraz częściej robi mi sie ciężko. Jak zjem syty posiłek to mnie bolą żebra – jakby za malo miejsca było w środku 😂 I to nie tylko z przodu, czasem i z tyłu, raz z lewej raz z prawej… Dziwna sprawa i trudna# bi ja nieu umiem zjeść porcyjki jak wróbelek. Zawsze jadłam raczej 3 porządne posiłki niz 5 małych.. ale chyba zacznę się przekonywać,  bo potem nie idzie znaleźć wygodnej pozycji. 😂👌

Po za tym… jak tylko mogę to proszę męża o zalozenie skarpetek, umycie i wytarcie nóg.. itd. No jak go nie ma to jakoś daję radę, ale ile to wysiłku… wiec jak tylko jest okazja, zeby mi pomogl to korzystam. Ale niedługo to chyba będę planować kąpiel pod jego obecność w domu. Bez kitu. 😁😂

No i wisienka na torcie tego tygodnia: dostałam  z pracy list potwierdzający rozpoczecie macierzyńskiego z dniem 13 stycznia! A to oznacza, że idę do pracy jeszcze dwa razy! Jutro i w środę. Byłby jeszcze czwartek planowo, ale miałam jeszcze nie wykorzystany urlop, w zwiazku z czym w czwartek juz nie idę a w środę skończę o 11:30 (u nas urlop liczą na godizny a nie dni – a moja firma nie wypłaca tylko trzeba użyć). Także napawam się myślą nie odwiedzania tego miejsca przez minimum rok.

Wyprzedzając Wasze pytania, że jak to, że przecież skracam sobie czas z dzieckiem. Owszem niby tak, ale po 1 jesli wrócę do pracy to na 4h, wciąż  w systemie 4na4 więc nie będzie to wielki uszczerbek na relacji z dzieckiem (za to dający okazję to pogłębiania relacji z tatą), a istnieje też duże prawdopodobieństwo, że nie bede musiała wrócić wcale. Zobaczymy jak funkcjonować bedziemy z jedną wypłatą. Ale na razie o tym nie myślę. Teraz będę skupiała się na relaksie, wyprawce i tym, żeby szczęśliwie urodzić. 🙂

Życzę Wam wszystkiego dobrego na ten nowy rok. I tyle samo albo chociaż połowę optymizmu, który towarzyszy mi :):)

Podsumowanie roku 2018

Miałam już nie pisać w tym roku, ale uświadomiłam sobie, że warto byłoby podsumować ten kończący się rok. Zwłaszcza, że był to dla mnie i mojego męża rok niesamowity i pełen wrażeń! Spełniły się nasze plany oraz życzenia świąteczne od rodziny. Bowiem wszyscy życzyli nam potomka i powodzenia w szukaniu domu. I tak o to na koniec kolejnego roku mieszkamy w swoim nowym domku a ja jestem w 7 miesiącu ciąży. Mało tego, spełniły się nasze marzenia o odwiedzeniu Ameryki! Dla mnie za dzieciaka było to marzenie nie do spełnienia, równie nie realne jak podróż na marsa! A tu proszę! Czy to nie niesamowity rok? Po drodze wiele innych drobnych pięknych chwil – bo z Nim u boku każda chwila jest ważna i nadaje życiu sens. Jest to kolejny rok, za który jestem wdzięczna Bogu, i którego nie mogę nazwać beznadziejnym, którego nie mogę żegnać z jakąś wielką ulgą, że się kończy, bo zwyczajnie był to bardzo DOBRY ROK.

A wiecie, kiedy ostatnio witałam Nowy Rok z wielką nadzieją i chętnie przyjmowałam życzenia ,,żeby Nowy Rok był lepszy od poprzedniego” ? Dokładnie 6 lat temu, w Sylwestra 2012. Ten rok był dla mnie beznadziejny, ale pod koniec listopada poznałam mojego P., a potem Sylwestrową noc spędziliśmy razem. Dwa dni później podjęliśmy decyzję, że chcemy być razem. Od tamtej pory moje życie jest piękniejsze, a stany depresyjne (bo nie wiem jak inaczej to nazwać) odeszły w niepamięć. I z roku na rok jestem tylko szczęśliwsza. 🙂 Życzę i Wam, żeby w życiu każdego i każdej z Was był ktoś taki, kto rozświetli Wam nawet najbardziej ponure dni! Ktoś przy kim nic innego się nie liczy!
I zanim ktoś napisze, żebym poczekała aż urodzi mi się dziecko… niech się lepiej ugryzie w język, bo znam ten tekst na pamięć, ale i tak nie wyobrażam sobie, żeby nagle P. stracił dla mnie na znaczeniu, bo dziecko przebije wszystko. Dziecko to dziecko, a mąż to mąż. Dwie różne istoty mające inną potrzebę miłości ode mnie i oddające w zamian inny rodzaj miłości. A to, że będę miała dziecko właśnie z Nim, NASZE, UPRAGNIONE, tylko naszą więź może umocnić. Już umacnia… 🙂

Szczęśliwego Nowego Roku kochani i szampańskiej zabawy do białego rana w Sylwestrową Noc! My w tym roku spokojna domówka u znajomych, a u Was jakie plany? 🙂

Magii brak

I tak oto minęły kolejne w nazzym zyciu święta. Szybko, krótko i bez szalu. Oczywiście bardzo się  cieszę, że moi rodzice przylecieli, ale magii świąt nie poczulam jakby wcale. 4 osoby przy wigilijnym stole to chyba dla mnie wciąż mało, a może to ten brak śniegu? Albo w ogóle ten kraj? Nie wiem. Oprocz tego w pierwzzy dzien swiat mieli do nas przyjść znajomi, ale nas olali na rzecz zostania w łóżku.. w drugi mial do nas przyjechać moj chrzestny z rodziną, a tez wyszlo jak zwykle. W związku z czym spedzilismy całe święta siedząc w domu i nie robiac w sumie nic ciekawego. No ale byli u nas rodzice, a to już coś. 🙂

Oprócz tego mam strasznie dziwne hukoty i płaczki z byle powodu.. a wczoraj i przed wczoraj córa mało się ruszała i zaniepokoiła mnie na tyle, ze pojechalismy na szpital. Oczywiście wszystko jest ok, a ona sama zaczela napażać kopniaki w czujnik KTG jak tylko go podpięli… 😂 Ale wysiedzielismy się 3 godziny ponad w tym szpitalu. Byłam pewna, ze z obawami o ruchy płodu zareagują dużo szybciej!!! No może dopiero w późniejszym etpie ciąży? No albo w ogóle takie maja podejście choć o obserwacji ruchów dostalyam całą  rozpiskę i na każdej wizycie położna zrwaca na to uwagę… mam w kaDym razie nadzieję, ze wiecej malutka nie będzie nas straszyć. Inna sprawa, ze mocno sie zastanawiam czy to nie moja wina to wszystko… mam wrażenie, ze po prostu ją ućpałam cukrem! Placuszki, serniczki, cukiereczki… jak to w święta. A tego dnia jadłam tylko śniadanie i wtedy w tym szpitalu mocno już zdążyłam zgłodnieć i wtedy zaczęła kopać… Byłam i jestem na siebie zła, ale to zmotywowalo mnie do nie żarcia słodyczy… dotarło do mnie, ze to na prawdę ma ogromny wpływ na dzidzię i to już nie są żarty!

Oprócz tego moja kuzynka w końcu urodzila przed samymi świętami. Poród jakoś poszedł bez problemów pomimo 4100g małej. 10 Punktów 🙂 Sa juz w domku i walczą o laktacje.

W sobotę już rodzice lecą, a ja do pracy. Jeszcze 6 razy musze tam iść i zaczynam macierzyński, bo szkoda mi nerwów, które nie służą ani mnie ani mojej córeczce. Po nowym roku też zaczynam zamawiać wyprawkę i nie mogę się doczekać :):) 

Mam nadzieję, ze Wy święta spędziciliście w dobrych nastrojach i rodzinnej atmosferze i jestescie gotowi na Nowy Rok. Jakieś postanowienia? Ja planuję tylko być szczęśliwa i zdrowa 🙂 Niczego więcej nie potrzebuję.

Szczęśliwego Nowego Roku! 

Wpis świąteczny :)

Witajcie kochani, tydzień przed świętami! (no dobra tydzień i dwa dni :P) Zacznę od tego, że magii świąt to ja nie czuję za bardzo, ale to już od wielu lat. Nie ma tego czegoś, tylko nie wiem czy to kwestia, że czasy się zmieniły, czy tylko tego, że się zestarzałam. Każdego roku z nostalgią wspominam ten świąteczny uczuć z czasów dzieciństwa. Kiedy z kuzynką odliczałyśmy do wigilii, kiedy podkradałam mamie smażoną rybę, co była na ,,po grecku”, kiedy nie mogłam doczekać się ubierania choinki, a potem wieczora i pierwszego włączenia światełek! Po cichu liczę, że może tej magii trochę powróci, kiedy będę chciała ją podarować swoim dzieciom…? 🙂

Tak czy siak lubię święta. Nie mają może tej wielkiej magii, ale pamiętam jak ciężko mi było w pierwszą wigilię na emigracji, kiedy siedzieliśmy sami z – wtedy narzeczonym – w wynajmowanym pokoju, zjedliśmy barszcz z torebki z uszkami z mrożonek i jedynie mogliśmy do rodzin zadzwonić. I słyszeć ten gwar świątecznego stołu i obecności całej rodziny, a my sami 2000 km od nich. Nie polecam. Rok później trochę lepiej, bo już wynajmowaliśmy mieszkanie, już czuliśmy się bardziej oswojeni z tą emigracją, i dużo bardziej uroczyście – choć wciąż tylko we dwoje – uczciliśmy wigilię i pojechaliśmy na pasterkę do Polskiego kościoła.

W zeszłym roku byliśmy w końcu w Polsce, i to było coś, po 3 latach na emigracji, również pierwsze jako mąż i żona. Pierwsza Wigilia u teściów, a u mojej rodziny w 1 dzień świąt. Ustaliliśmy, że przy następnych świętach w Polsce będzie na odwrót.

W tym roku nie pojedziemy do Polski – P,  nie dostałby urlopu z racji tego, że dostał rok temu.. Po za tym jeśli nie wiecie, kończę już 6 miesiąc ciąży, więc dalekie podróże, coraz mniej wskazane. 😀 Ale nie będzie źle, przyjeżdżają moi rodzice – już chyba wspominałam z resztą! Cieszę się bardzo, choć ich dwoje to tylko mała cząsteczka rodziny, ale jakże ważna! Czyż nie?! Wiem, że będą to święta wyjątkowe. Po 1 jestem w ciąży. PIERWSZEJ. To ogromna radość. Po 2 pierwsze w naszym nowym WŁASNYM domu. Po 3 ktoś DO NAS przylatuje na te święta. Wierzcie lub nie, ale nie spodziewałam się tego przez najbliższe 10 lat, że to nie my będziemy na święta lecieć, tylko, że ,,Polska przyleci do nas”. Baa, liczyłam się z tym, że nigdy tego nie doczekam! Co prawda to, że moi rodzice przylatują wiąże się trochę z przykrą sytuacją w mojej rodzinie i tak na prawdę ja ,,zyskałam”, dzięki temu, że ktoś inny jest poszkodowany… Długo by gadać, ale zawsze staram się szukać pozytywów, więc ,,Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło.” O.

Za chwilę idę spać, jutro ostatni dzień w pracy i wieczorem mamy spotkanie z córeczką ;)) Potem szał zakupów i świątecznych przygotowań, a w piątek odbieram rodziców z lotniska! Pomimo ciężkich ostatnio dni w pracy (o czym napiszę niebawem, a najprędzej po Nowym Roku), od dziś pełen optymizm!

Trzymacie się ciepło i życzę wszystkim Wesołych Świąt!

P.S. Nie zapomnijcie o Panu Jezusie w tym świątecznym szale. 🙂