Życie, życie jest to welon…

Też tak śpiewaliście piosenkę z serialu Klan? Jakież było moje zdziwienie gdy po kilku latach usłyszałam znów tą piosenkę, i wtedy dosłyszałam poprawne słowa! Z resztą z niejedną piosenką tak miałam. xD

Muszę Wam powiedzieć, że miałam ostatnio ciężkie dni. Chyba jakaś deprecha zimowo-jesienna (bardziej jesienna, bo jak wiecie w UK właściwie cały rok jest jesień) mnie dopadła. Mieliśmy oboje wolny weekend, ale jakoś tak, mało produktywnie spędzony, a mnie się wyć chciało i nic więcej. Co w sumie potem się wyjaśniło, bo miesiączka mi się zaczęła kilka dni wcześniej, więc może to był po prostu PMS? Ale albo wyjątkowo ,,silny”, albo po prostu przez tą pogodę skumulowany… To z resztą też ciekawe zjawisko. Jako nastolatka, gdy zaczęłam miesiączkować nigdy nie doświadczałam PMSu. Co najwyżej sama sobie robiłam wymówkę, że żarłam słodycze ,,bo PMS” haha, ale jakichś wachań nastrojów ani drażliwości nigdy nie miałam. Sytuacja zmieniła się natomiast, po odstawieniu tabletek antykoncepcyjnych… nie mówiąc już o rozlegulowaniu cyklu, a odstawiłam je ponad rok temu. Mam takie dni, że chce mi się wyć bez powodu. A czasem i z powodem, ale tak błachym, że nie potrafię zrozumieć, dlaczego wyję. I nie chce mi się nic, nawet żyć. Normalnie 3 stadium depresji… Nigdy więcej hormonów! Owszem na początku poleciłabym każdemu, rewelacyjna sprawa! Ale obserwując skutki po odstawieniu: wysypka na twarzy, tłuste włosy, wachania nastrojów i rozlegulowanie cyklu – nie polecam! No ale co organizm to inny. K. brała je podobny czas jak ja, odstawiła i od reki okres jak w zegarku… no ale ja i przed tabletkami miewałam wachania 5-7 dni. Nie wiem. Wiem, że więcej nie próbuje. A i po co to się faszerować cały miesiąc jak ,,korzysta się” raz w tygodniu :D:D hahaha.

Kuźwa o czym to ja chciałam? Ah, tak. Jak widać dziś humor mi dopisuje. (może ja po prostu powinnam się leczyć?) Dziś przed nami ostatnia nocka i znów wolny weekend, w którym mamy trochę załatwień, a to oznacza mobilizację i ruszenie dupy z domu, w sobotę ma nas odwiedzić mój Chrzestny z Żoną, no i w ogóle mam radochę z tego, że kupno domu robi się coraz bardziej realną rzeczą! W pracy ciągle sobie myślę, planuję, marzę, jak to będzie, jak go urządzę, jak będę się z dziećmi bawić w ogródku i takie tam. Tak, wiem, że wybiegam sporo w przyszłość, ale czymś myśli w pracy zająć trzeba, a najlepiej pozytywnymi tematami nie?

A w Walentynki szliśmy oboje do pracy,  jednak mój szanowny Małżonek przyjechał po mnie rano do pracy z kwiatami.. Kochany jest 🙂 Mam nadzieję, że Wy spędziliście Walentynki miło, jeśli Wam na tym zależało. Ja chyba wyrosłam w sumie. Jak byłam sama to mi zawsze było smutno, że nie mam ich z kim świętować, zaś teraz jakoś mnie nie ciśnie, bo cały rok okazujemy sobie miłość i kwiatki dostaję nieraz bez okazji, więc jakoś nie robi mi wielkiej różnicy.. aczkolwiek taki mem widziałam, coś w stylu: ,,Nie potrzebuje świętować Walentynek, bo kocham Cię cały rok, ale każda okazja by zjeść coś dobrego jest dobra!” Dlatego może w piątek to nadrobimy jakąś kolacją w restauracji. Czemu nie? 😀

A jak tam Wasze Walentynki? A może ktoś bardziej niż Walentynki wolał przeżywać Środę Popielcową? ;>

Reklamy

Rewolucja

Ja ciągle oswajam się, że nastał Nowy Rok, który zapowiada się dosyć rewolucyjnie dla mnie, a tu już prawie połowa lutego. Dlaczego ten czas musi tak biec nieubłaganie?! Jak go zatrzymać, choć na chwilę?! Mam nadzieję, że Wam się ten 2018 rok zaczął dobrze. U mnie póki co bez excesów, no po za ,,kłótnią” ze znajomą (ale o tym później).

Chciałam się z Wami podzielić naszymi planami na ten rok, bo zapowiada się ich trochę. Ten rok to prawdopodobnie będzie niezła rewolucja w naszym życiu! Mnóstwo atrakcji przed nami! 😀 Zacznę może od tego, że w grudniu byliśmy w Londynie w Ambasadzie Stanów Zjednoczonych, aplikować o wizę turystyczną tegoż kraju. Udało się! W związku z tym, spełni się moje ogromne marzenie o możliwości odwiedzenia kraju i miejsc tak dobrze znanego z wielkich ekranów kin. Wiem, że dla niektórych Stany to przereklamowany kicz, ale ja jestem tego kraju ciekawa prawie jak żadnego innego (bo Japonia jest chyba bardziej egzotyczna). Tak się składa, że P. ma w Stanach siostrę, więc lecimy do niej, w okolice Nowego Yorku, na 3 tygodnie na przełomie Czerwca i Lipca. Bilety już są, urlop zaklepany też, także byle doczekać. 🙂 W międzyczasie jednak, w kwietniu odwiedzą nas moi rodzice i brat, na co też się bardzo cieszę, a maju lecę sama do Polski na komunię chrześnika.

Kolejną ogromną sprawą jest to, że podjęliśmy decyzję o kupnie domu! Przeanalizowaliśmy wszystko, przekalkulowaliśmy, że biorąc kredyt można płacić tyle samo, albo nawet i mniej niż płacimy czynszu na mieszkaniu, a jednak będzie się spłacało już swoje! I spełni się marzenie o domku z ogródkiem! Wiem jednak, że to będzie żmudna robota, znaleźć ten idealny, zwłaszcza, że budżetem mimo wszystko szaleć nie chcemy i wpakować się w kredyt na 40 lat. 😉 Musimy jeszcze dozbierać troszkę kasy na wkład własny i papierologię, ale poszukiwania zaczynamy może już w marcu. Oczywiście ogłoszenia to oglądamy już teraz zawzięcie, żeby zapoznać się z rynkiem, co można kupić, za ile. 😉 Trzymajcie kciuki, bo mamy nadzieję, że jeszcze w tym roku się przeprowadzimy. No a po przeprowadzce i urządzeniu się, będziemy myśleć o powiększeniu rodziny 😉 Z tym z doświadczenia otoczenia wiem, że nie ma się co napalać i nastawiać, że tak od ręki się uda, ale plany są. 🙂 Także ten rok to będzie niezła REWOLUCJA! 🙂

P.S. Bo nie napisałam, że z Kotem się wyjaśniło… Kuweta mu nie pasowała, tzn, nowy żwirek. 😉 Kupiliśmy ten co lubi i jest ok. Tylko klapki do kuwety nie potrafi znieść. 😉

 

Jak IF zmienił moje życie (cz.2)

Niestety nie mogę powiedzieć, że sylwetkę mam jakoś mega szczupłą a moje BMI to 18. Mój organizm toleruje BMI na poziomie 24-26. Niżej jeszcze nie zeszłam (ale nie mogę też powiedzieć, że wszystkie poty z siebie wylałam by to osiągnąć). Zależało mi na lepszym i ZDROWSZYM wyglądzie oraz samopoczuciu, ale na wieszak nie predysponuję. Po za tym, mimo większej świadomości na temat odżywiania, dalej uwielbiam słodycze i chipsy i nigdy z nich nie zrezygnuję całkiem… (co to za życie z ciągłym odmawianiem sobie przyjemności). Po świętach czy wszelkich innych urlopach też kilka kilo wraca… Ale dobrze mi z tym. Niestety, aby mieć figurę atletki, trzeba na prawdę ciężko i najlepiej pod okiem trenera, zapierniczać na siłowni, a ja na to ani nie mam siły, ani czasu, ani chęci, ani pieniędzy (na trenera), ani potrzeby i parcia. Owszem chodzę na siłkę, na spokojnie, 3 razy w tygodniu, odreagować, spocić się i pozbyć tych kilogramów ze świąt, ale sportsmenka ze mnie żadna. 🙂 IF stał się częścią mojego życia na stałe, bo bardzo mi pasuje i pozwala utrzymać wagę, i widzę w nim inne korzyści zdrowotne. Jedynie na okres ciąży i karmienia piersią, będę musiała go zaprzestać stosować, ale po za tymi okresami to jest mój Life Style! 🙂 I uwielbiam te zdziwione, niekiedy zgorszone miny ”jak tak można?!”, ,,to przecież niezdrowe”! A ja się wtedy śmieję i mówię – jak nie zdrowe to pokaż mi swoje wyniki morfologii. Bo moje są excelent! Bo wszystko rozumiem, ale nie zamknięcie umysłu na to co wiemy, i brak dopuszczenia choćby myśli, że prawda może być inna, niż ta, którą wszyscy powszechnie znają…

No ale czym jest IF? Z angielskiego to Intermittent Fasting, czyli Tymczasowa Głodówka. I już po tym zdaniu większość ludzi robi wielkie oczy… 😛 I tu odsyłam do Wujka Google, jak kogoś temat interesuje, bo bez sensu bym pisała to co w sekundę znajdziecie.

Dla tych, którzy zgłębili temat – jestem na IF od 20 miesięcy. Od 20 miesięcy NIE JEM ŚNIADANIA. (bo największą kontrowersję zawsze budzi właśnie to) ŻYJĘ i mam się dobrze, wyniki badań (także hormonalnych) również mam bardzo dobre. I dlatego śmieszy mnie stwierdzenie, że śniadanie jest najważniejszym posiłkiem dnia. Ważniejsze jest CO jemy, aniżeli kiedy. 🙂 No nie mówiąc o tym, że IF i tak daje pełną wolność – można jeść śniadanie, a nie jeść kolacji – efekt ten sam. Tylko podstawowe i pierwsze założenia są takie by nie jeść śniadania. Ale jak ktoś jest betonem i nawet nie chciał słuchać dalej… to jego strata. A było tych osób sporo!

– Ojej, B. jak ty schudłaś! Powiedz co zrobiłaś, bo ja tyle diet próbowałam i nic.
– Stosuję Intermittent Fasting, tzn. Tymczasową Głodówkę
– Ojej, jak to?
– No, w sumie to tylko odstawiłam śniadanie…
– OJEJ. TAK NIE MOŻNA. ŚNIADANIE TO NAJWAŻNIEJSZY POSIŁEK DNIA! JA BYM TAK NIE MOGŁA…
– Ale…
– Nie ma ale, śniadanie trzeba jeść!

– no to jedz. I tyj i dalej użalaj się nad sobą – Sobie myślę..

———————————————————————————————————————————–

Żeby nie było. Nie uważam, że IF to jedyna słuszna droga schudnięcia. Co więcej na prawdę trzeba ją przebyć świadomie i odpowiedzialnie. Zrozumieć mechanizm jego działania i mieć respekt do swojego organizmu. I są ku schudnięciu inne sposoby, ale jeśli inne zawodzą, czemu nie spróbować czegoś nowego… No i po co się ludzie pytają, jak potem nawet nie chcą słuchać? Myśleli, że powiem, że spotkałam wróżkę, która zrobiła mój tłuszcz niewidzialnym? A jednak okazało się, że trochę czasu i wysiłku musiałam w to włożyć? No to pech.

Podsumowując: Na swoim ślubie wyglądałam tak jak chciałam i P. przeniósł mnie przez próg (co było moją kolejną motywacją, bo ważąc 80, a on 65 byłoby mu ciężko, a mi przykro i wstyd), czuję się dobrze i lekko każdego dnia, wiem, że nawet jeśli kiedyś znów mnie poniesie ze słodyczami, albo np. przytyję w ciąży, MAM TĘ MOC, by znów schudnąć, a także większą wiarę w siebie i poczucie własnej wartości… A bycie grubą, pozwala mi teraz doceniać to, że wyglądam dobrze oraz upewniło mnie, w miłości P. bo nigdy z jego strony nie usłyszałam słowa krytyki, ani nie poczułam, że mniej mu się podobam czy coś… Życzę Wam również takich facetów 🙂 No ale facetom, nie życzę takich kobiet płaczliwych i żarłocznych jak ja. 😛

A Ty? Masz na swoim życiowym koncie przygodę z kilogramami? A może właśnie toczysz walkę i potrzebujesz wsparcia? A może masz te kilka kg za dużo, ale je w sobie uwielbiasz? Bo możesz! Baa, nawet powinnaś! Bo najważniejsze to czuć się dobrze w swoim ciele! I tego również Wam życzę! 🙂

Jak IF zmienił moje życie

Dziś będzie ważny wpis, dosyć merytoryczny, aniżeli tylko ,,o tym co u mnie”.

Do napisania tego posta skłonił mnie dzisiejszy dzień, w którym to cały dzień, z kim bym nie rozmawiała rozmowa schodziła na tycie i odchudzanie się…
Pewnie większość z Was się zastanawia co to IF. Jakiś kosmita? Może jakieś dziwne tabsy? 😛 Otóż nie. IF to styl odżywiania (bo nie dieta), która pozwoliła mi zrzucić 15 kg i zmienić swoje życie na lepsze. Ale zacznę od początku…

Od zawsze byłam grubsza niż rówieśnicy. Pierwsze odznaki odstawania od reszty dzieci widzę już na zdjęciu z 2 klasy podstawówki… Nie była to nigdy jakaś otyłość czy coś, ale troszkę pulchności tu i tam, i największy rozmiar (lub w ogóle jego brak) przy wyborze stroju do występu w zespole tanecznym, a także zawsze zajmowane ostatnie miejsce w wyścigach przed blokiem… Czasami się przejmowałam, czasami nie. Czasami ktoś wyzwał mnie od grubasa (rówieśnicy), albo pochwalił, jaka ładna ze mnie dziewczyna (jakaś ciotka, albo wujek). Miałam w tym kompankę, bo wraz z kuzynką byłyśmy takimi kuleczkami… wszyscy mówili ,,wyrośniecie”. Tak się nie stało. W gimnazjum czy liceum to częściej przeszkadzało, bo powodzenia u płci przeciwnej było brak, w stosunku do koleżanek odpędzających się od amantów… A na studiach, to już całkiem poleciało… nuda, samotność, i to, że nikt nie patrzył, i że nie chciało mi się (i nie umiałam gotować), pomogło temu, że tyłam jeszcze bardziej.. powoli, ale nieustannie. Oh, potem poznałam P. i przytyłam jeszcze bardziej! Urosła pewność siebie – podobam się komuś, ktoś mnie pokochał taką jaka jestem, nie muszę sobie odmawiać! A i On nie świadom (mając szybką przemianę materii) dogadzał, zapraszał na pizzę, zamawiał kebsa, wieczory przy filmie z piwem i chipsami… i tak sobie dalej tyłam. Powoli, ale nieustannie… Potem wyjechaliśmy do UK… gdzie dobrobyt pozwolił mi przytyć jeszcze trochę… I tak dobiłam do 80 kg.

I żeby nie było, już wcześniej próbowałam. Właściwie odkąd pamiętam, był temat odchudzania… ćwiczenia, ograniczenie słodyczy, zdrowsze jedzenie, jedzenie na parze, DUKAN (nie polecam) i wszystkie próby kończyły się po tygodniu max, bo brak silnej woli i motywacji.. Dopóty, dopóki nie ustaliliśmy daty ślubu. I mój Brat (który sam zrzucił parę lat wstecz 35 kg) nie zapytał: – Siostra, jesteś pewna, że chcesz tak wyglądać na swoim ślubie?

Popatrzyłam na zdjęcia, z komunii bratanka, która miała miejsce kilka dni wcześniej i stwierdziłam, że NIE. Nie chcę tak wyglądać na swoim ślubie i zdjęciach z tego pięknego dnia… I jeszcze tego samego dnia zaczęłam stosować to dzięki czemu schudł i mój brat i pół mojej rodziny, i wielu znajomych mojego brata… Tak moi drodzy, miałam wcześniej to narzędzie w swoich ,,rękach” tylko motywacji było brak… I tak rok później tego samego dnia stanęłam na wadze i było na niej 15 kg mniej, a na zdjęciach jakby nie ta sama osoba! Bo to nie ta sama osoba, nie tylko wizualnie, bo również bardziej świadoma, pewniejsza siebie i bogatsza o nowe doświadczenie, bo nie doceni szczupłej sylwetki ten, kto nigdy nie był gruby!

CDN. Bo nie chcę Was zamęczyć. 🙂

Żwirek i nieMuchomorek

Uff. Dzień za dniem, nawet nie wiem kiedy, a już kolejny tydzień minął, a ja nic nie napisałam, choć codziennie mam to w planach…

Kotu jak się okazało nie pasował żwirek. Do tej pory miałam system taki, że co się jeden skończył to kupowałam następny, by wypróbować i zobaczyć, który mi będzie najwygodniejszy w eksploatacji. I nie było problemu, kot korzystał z każdego… Tym razem po powrocie z Polski też uderzyłam prosto do sklepu po żwirek, bo w domu już nie było żadnego… No i kupiłam, papierowy tym razem… Dwa dni z niego korzystał, ale też mało – myślałam, że ze stresu nie s*a, albo odwodniony bo wody to on nie lubi, i ja mu do karmy wlewam zawsze trochę, a tam tego pewnie nie robili… No a potem tak jak czytaliście, obszczał cały salon… No i tu panika i wkurzanie się, aż nagle gdy P. był w łazience, Stifler wszedł tam, poniuchał kuwetę i nasikał na dywanik w łazience. I wtedy się skapnęliśmy, że ten żwirek mu nie pasi! Poleciałam do Lidla po taki co już kiedyś miał i po problemie. 🙂 No ale zamówić zamówiłam też silikonowy, bo też mu pasował, a mnie dużo bardziej.. te najtańsze bentonitowe zbrylające są porażka i w eksploatacji i w smrodzie. 😀 Także ja polecam silikonowy. 🙂

Po kastracji kot miał być ospały, apatyczny i obolały… a on jakby nigdy nic, miał wręcz więcej energii niż kiedykolwiek (myślę, że to środki przeciwbólowe xD). Także zniósł bardzo dobrze, a ranki już praktycznie zagojone. 🙂

W codzienności to praca, dom, zakupy, gotowanie sprzątanie.
Z niecodzienności to wczoraj minęło pół roku od naszego ślubu!
Z planów to w lutym mam wolną chatę na 4 dni, bo P. leci do brata na 40 urodziny – takie męskie spotkanie po latach. (szczegóły w krótce) W kwietniu do nas przylecą moi rodzice i jeden z braci! ❤ W maju lecę na Komiunię Chrześnika do Polski, a w czerwcu…. w czerwcu A DREAM WILL COME TRUE! Ale o tym innym razem ;P

Powrót do rzeczywistości

Każdy chyba wie jak to jest wracać do szarej rzeczywistości po urlopie. Po dwóch tygodniach niepracowania, niesprzątania, niegotowania, nicniemuszenia jest dość ciężko. Mało tego człowiek przestawiony na dzienny tryb życia, więc pierwsze nocki w pracy ciężkie… Trochę Zombiaszcze, ale już będzie lepiej.  Trzy  za mną, a dziś ostatnia i wolne. Niestety P. zaczął dziś i ma 5 przed sobą więc, znów całe wolne siedzę w domu sama… Z kotełem bez jajek xD Życie…

I tu właśnie ciekawa sprawa.. tak jak kiedyś pisałam, kiedy wracam z pracy i idę spać, to wynoszę kotu kuwetę do salono-kuchni i zamykam go tam, żebym mogła spokojnie spać. A o to co dziś spotkał w salonie mój Mąż gdy wstał… wchodzi do salonu i czuje smród…I znajduje 3 nasikane kałuże! Trochę krzyczy, ale sprząta bo cóż zrobić.. potem bierze się za mycie garnków i nagle słyszy, znów ten dźwięk… na półce pod stołem leżą brytfanki i inne takie, a kot postanowił tam naszczać… czy ktoś wie co jest grane? Cztery kałuże za jeden poranek! (bo ja o 6 rano go zamknęła i nic nie poczułam?!) Jak myślicie, po złości, że go zamknęłam, czy znaczy teren czy co? Klocek uczcicie posadzony w kuwecie a nasikane wszędzie indziej… potem cały dzień już nigdzie poza kuwetą nie nasikał! O co tu chodzi?! Mam nadzieję, że ta amputacja przyrodzenia zapobiegnie takim postępkom… 😦 Ktoś miał takie ,,przygody” ?!

Święta, święta i po świętach

Witajcie w 2018 Roku! Będzie długo, bo sporo mam do opowiedzenia 😉 Mam nadzieję, że wszyscy spędziliście cudowny świąteczny czas z rodziną i hucznie oraz z optymizmem przywitaliście Nowy Rok! Ja jak widać cały urlop nie pisałam. Nie miałam dostępu do komputera, a na telefonie pisać posty to udręka.

Droga do Polski przebiegła nam zaskakująco lekko pod względem zmęczenia. Wyobrażałam sobie jadę na rzęsach, ogromne zmęczenie i w ogóle. A jechało się całkiem spoko. zeszło nam 30 godzin, ponieważ w Polsce utknęliśmy w ogromnym korku i przez ten czas każde z nas spało o około 2 godziny, a wiecie jak śpi się w aucie podczas jazdy… Mimo to na prawdę nie było źle! Najśmieszniejsze jest to, że od promu z Calais do granicy Polski czyli jakieś 1000 km jechaliśmy 9 godzin, zaś pozostałe 600 km od granicy do rodzinnego domu mojego Męża jechaliśmy 11… No cóż. Ważne że dojechaliśmy cali i zdrowi, biorąc pod uwagę fakt mijania 2 wypadków. W drogę powrotną zaś było trochę ciężej fizycznie. Po 2 tygodniach rozlegulowania (bo jak wiecie pracujemy na nocki, a będąc w PL jednak spaliśmy w nocy i od 7 rano byliśmy na nogach codziennie) oraz bez przedświatecznych emocji jechało się trochę ciężej. Dlatego też zatrzymaliśmy się po drodze w Holandii u K. 🙂 Fajnie było znów ich tam odwiedzić. Zajechaliśmy w niedzielę wieczorem, spędziliśmy z nimi dzień i w poniedziałek o 18 wyjechaliśmy daje, bo o 23 mieliśmy powrotny prom. Zajechaliśmy o 5 rano do domu. O 6 byliśmy w łóżku. Oh jakie cudowne własne łóżko. 🙂

Święta spędziliśmy fajnie i radośnie. Bardzo miło było spędzić Wigilię z rodziną Męża. Na prawdę czuję się dobrze wśród nich, jak pełnoprawny członek 😀 Nie obyło się oczywiście bez życzeń powiększenia rodziny 😀 W pierwszy dzień świąt tak jak pisałam uderzyliśmy do mojej rodziny, gdzie to troszkę przesadziłam chyba z %, bo nie pamiętam jak od Brata dotarłam do Mamy do domu.. 😀 Na szczęście P. się mną zaopiekował. Ale jestem w szoku bo nigdy przenigdy nie miałam czarnej dziury po spożyciu!!! Mało tego, po za tym, że rano wciąż byłam trochę pijana.. to nie miałam wcale kaca. 😀

Między świętami a sylwestrem spotkałam się z K. bo też byli na święta w Polsce, Pierwszy raz zrobiłam hybrydy komuś, a nie tylko sobie (kuzynce i Mamie) i ponoć wyszło nieźle, kupiliśmy kilka gier planszowych i zdążyliśmy nawet w nie pograć z bratem i bratową a także w końcu pojechaliśmy na łyżwy! Odkąd jesteśmy razem (5 lat) to planujemy i w końcu się udało!

Na Sylwestra poszliśmy z rodzeństwem Męża i ich partnerami, ale nie wybawiliśmy się za bardzo. Jakoś nie było weny… a i orkiestra robiła dużo przerw. Jak my się zabraliśmy na parkiet to 2 piosenki i przerwa akurat. Za to pojedliśmy sobie trochę… 😛 Potem w środę pojechałam jeszcze do Mamy na jeden dzień, bo w grudniu nie spędziałam z nią za wiele czasu, a w czwartek spotkaliśmy się z kumplem P. i jego nową dziewczyną. Odwiedziliśmy strzelnicę gdzie pokonałam wszystkich z całej czwórki. Ogólnie bardzo fajnie i miło spędzony urlop, choć tak jak przewidywałam za długi. Ostatnie 2 dni już zaczynało się tęsknić za własnym łóżkiem, ciszą, spokojem i kotem 😉 I choć dziwnie zabrzmi – za Mężem. Bo mimo, że byliśmy cały czas razem, to brakowało czasu, a także okazji do pobycia sam na sam, pogadania w 4 oczy i tulania. A jak wiecie jesteśmy straszne przytulasy. 😉 Także choć z wizją powrotu do pracy wracaliśmy do UK z radością.

Stifler wbrew naszym oczekiwaniom wyraźnie nas rozpoznał już z daleka i ucieszył się na nasz widok. W domu nie odstępuje nas na krok, ale za to jest bardzo spokojny. Póki co nie dostaje pier***ca (nazywałam tak jego napady szaleńczego biegania po mieszkaniu), zabawki nie interesują i w ogóle jakiś taki grzeczny. Zastanawiam się czy na nowo oswaja się w pewien sposób z nami i mieszkaniem, czy po prostu spoważniał (w końcu skończył już 5 miesięcy) czy może coś mu dolega?!? W każdym razie w przyszłym tygodniu idziemy do weta na kastrację więc go pewnie zbadają. Swoją drogą trochę się przejmuję tym zabiegiem. Mam nadzieję, że dobrze to zniesie.

Na koniec, jako że to pierwszy w tym roku post życzę Wam wytrwałości w postanowieniach noworocznych oraz spełnienia planów na ten rok. U nas w planach spore zmiany i mam nadzieję, że się uda je zrealizować jeszcze w tym roku!

P.S. Bo zapomniałam napisać.. jak widać plany się zmieniły. Nie pojechaliśmy do Paryża, bo przerosły nas już koszta wszystkiego i w ogóle uznaliśmy, że w taką zimnicę to i tak nie będzie nam się chciało za bardzo po nim chodzić i zwiedzać. ;P Polecimy może na wiosnę 😉