Podsumowanie 2019 roku

Ostatni dzień tego wyjątkowego roku. Pierwsze trzy jego miesiące upłynęły pod znakiem zgagi, niecierpliwego oczekiwania i toczenia się jak pingwin 5 razy w ciagu nocy na siku. Kwiecień i maj przyniosły najpierw chwile grozy o wlasne życie a potem piękny choć cieżki czas nauki macierzyństwa i oswajania się z nim. Czerwiec i lipiec były czasem odwiedzin rodziny i przygotowania do wyjazdu do Polski. Sierpień i wrzesień to chrzest Izy i cudowny pobyt w Polsce, u Mamy, ale okraszona dozą tęsknoty za mężem i wyrzutów sumienia, że zostal w UK sam i tylko chodzi do pracy. Październik to powrót do własnej rzeczywistości i początek rozszerzania diety. Listopad i grudzień to ogromny rozwój Izabelki, jej mobilności i.. zwiększenia potrzeby atencji. 🙈 Musiałam odpuścić posiadanie codziennie idealnie czystego domu, ale tak na prawdę daje mi to więcej satysfakcji z macierzyństwa i czasu spędzonego z córeczką, czasu, który strasznie szybko ucieka… Po za tym wróciłam na siłownię. 

Nie mam jakichś tam postanowień na Nowy Rok w stylu jaki wszyscy rozumiecie postanowienia. W 2020 planuję po prostu dalej chodzić na siłkę i Mniej Żreć. Planuję poświęcać więcej skupienia na córce i mężu (mniej gapić się w tel.) i doceniać każdą chwilę. I po prostu być szczęśliwa. 

Życzę Wam spełnienia Waszych planów i byście po prsoru byli szczęśliwi – a dla mnie kluczem do tego jest docenianie tego co się ma i cieszenie się z małych rzeczy. 🙂 Buziaki dla Was! HAPPY NEW YEAR!

Święta, święta i po świętach. 

Witajcie po świętnie. Mam nadzieję,  ze milo spędziliście ten czas. Ja miło ale.. zwyczajnie. Czulam się niestety jak w każdy inny wolny od meza pracy dzień. W ogóle nie poczułam świąt i było mi smutno zadzwonic do rodziny w PL i widzieć ich na kamerce całą zgrają a my sami. 😦 No cóż. Cieszę się, ze sie juz skończyły. Mąż ma teraz dwie nocki i 3 dni potem wolne. 🙂 Tak z pozytywów to ostatnio odpuściłam troche bycie perfekcyjna Panią domu na rzecz wiekszej uwagi poświęconej dziecku, dzięki czemu mam mniej razy w ciagu dnia krzyczącei płaczące dziecko i sama jestem w lepszym humorze i nastroju. 🙂 Moja mała Izabelka coraz częściej raczkuje zamiast froterować brzuchem podłogi i coraz częściej staje przy meblach. Mama taka dumna. 🤗 Po za tym Mikołaj pod choinkę przyniósł mi przepiękne perfumy, o których  marzyłam od 4 lat. 🙈 

Z najbliższych planów to dalej siłownia, ale od nowego roku powrót do lepszej diety (teraz wiecie – święta i po świętach trzeba wyjesc lodówkę.) I zamierzamy na basen chodzić we 3. No i po za tym to byle do 27 marca i wylotu do Polski na roczek Izuni :)) 

Mam nadzieję, że u Was wszystko dobrze, ze jestescie deowi Wy i Wasze rodzinki i gotowi na Nowy Rok! Dla nas 2019 był czasem wielkich zmian, wielkich emocji i przewartosciowania pewnych spraw. Czekamy co przyniesie naszej rodzinie 2020! 🙂 BUZIAKI!

Znowu coraz bliżej święta.

Mam strasznego nieogara.. Znajoma ubrała choinkę, a ja do niej, że strasznie szybko! Ja to tak MAX 3 tygodnie przed świętami… a ona: przecież jest 3 tygodnie przed świętami… A ja naiwna myślałam, że mam ze 2 miesiące jeszcze. haha. Niestety… odkąd jestem na emigracji, niezmiennie i wciąż nie czuję magii świąt… Po za tym jednym rokiem, kiedy jechaliśmy do Polski, ale też nie było to takie mega, bo przed samą wigilią czekała nas 30 godzinna podróż, a jak już dojechaliśmy to przez 3 dni wracałam do żywych – czyli przespałam święta. W tym roku będziemy sami. Ani nikt nie przylatuje, ani my nie lecimy do Polski. Oczywiście są to wyjątkowe święta, bo pierwsze z Izabelą, ale ona ma dopiero 8 miesięcy i nie czai bazy, więc tym bardziej nie mam weny żeby się wysilać jakimiś wypiekami, gotowaniem itd. Nawet stroić domu mi się za bardzo nie chce, ale może jak już P. ściągnie ozdoby ze strychu to mnie wena najdzie. Choć mimo wszystko wyobrażam już sobie ten nastrój, kolędy w tle i Izę na kocyku pod choinką z nowymi zabawkami od Mikołaja. 😀 Muszę jej jakiś piękny strój skołować. 🙂 Może nie czai, ale zdjęcia na pamiątkę jej zrobić trzeba!

Z bieżących rzeczy to jutro mam rozmowę w pracy na temat mojego powrotu… ciekawe czy zgodzą się na moje warunki, czyli pracę 2 z 4 dni shiftu. Mam nadzieję, bo znaleźć taką pracę będzie ciężko, a jednak… chętnie wyjdę z domu na te 8 godzin 2 dni w tygodniu. To będzie idealne. Nie przepracuję się, ale odetchnę od bycia mamą. Jakkolwiek to brzmi. I wiecie co? Rok temu, jak byłam w ciąży, byłam przekonana, że nie będę chciała wracać do pracy… hahaha. Jak bardzo się myliłam. Na chwilę obecną podziwiam niepracujące mamy, które w dodatku mają nie daj Boże nieogarniętych mężów, którzy nie zostaną z dziećmi na dłużej niż 2 godziny, bo za chiny nie zmienią pieluchy na przykład. Mój Mąż świetnie sobie radzi, i czasem wychodzę z koleżanką na kawę czy kręgle, ale i tak do pracy chętnie pójdę. Może to też taki etap.. Iza stała się strasznie upierdliwa. Dużo płacze i krzyczy, nie chce się sama bawić nawet 5 minut, a i jak siadam z nią na tej podłodze to ciężko ją zadowolić na dłużej. Mało tego ma ciągle turbo drzemki. Myślę, że to taki etap, bo za kilka miesięcy będzie już bardziej kumata i pewnie chętniej poogląda obrazki w książce i posłucha co mówię czy czytam, a zabawkami zacznie się bawić, a nie tylko je podgryzać lub walić nimi w podłogę. 🙂 Ale wyjście z domu dobrze mi zrobi. Każdy to mówi, i każda mama to wie 😛

Z postępów Izy to zaczyna raczkować, często przyjmuje już pozycję czworaczą, ale faktycznie przemieszcza się w niej póki co max 1 krok po czym rozpłaszcza się jak żaba na asfalcie. xD Siadać też jeszcze nie siada sama. Ale w krzesełku do karmienia lub wózku jak ma czego złapać to już się podciąga do pozycji prostej i siedzi dość stabilnie. Ale nie powiem, ruchy to ona ma dość powolne. Wczoraj skończyła 8 miesięcy… Wiem, wiem, że nie ma pośpiechu, ale ja widzę, że ona się sama już wkurza i chyba to leżenie na brzuchu ją tak wkurza. Bo gdy tylko podam jej ręce i ją podciągnę do siedzenia to jest radość nie z tej ziemi. (tak wiem, że tak się nie powinno sadzać dziecka, robię to max raz dziennie, bo… nie mogę się oprzeć no, co będę Was ściemniać, ale ona też, na prawdę radochę ma nieziemską) Także myślę, że jak już usiądzie sama, to prędzej się pobawi spokojnie 😛

Zauważyłam, że szybko wpada w histerię. Jak chce gdzieś sięgnąć a nie może, to zamiast się postarać (bo np. wystarczy się podeprzeć, albo podczołgać bliżej) to zamiast to zrobić to się drze w niebogłosy…. Jak ją dopinguję zamiast wyręczać to próbuje, ale no niecierpliwi się szybko. To chyba taki charakter? Czy może wszystkie niemowlaki tak mają? Jak było z Waszymi? Bo jak to oznacza, że będzie taką miękką pipą jak ja, zamiast walczyć o swoje, i będzie mi robić awantury, że czegoś nie może dostać to… ja lecę na księżyc. Ktoś ze mną? 😛

W tym lub następnym tygodniu planujemy iść we trójkę na basen. Trzymajcie kciuki. Po za tym, chyba nic nowego. Tak na szybko coś chciałam skrobnąć, żeby nie było. 😛 Lecę spać! Dobranoc!

Wielki Powrót ? haha

Obiecałam, że coś napiszę, no to się zebrałam i piszę. Nie wiem od czego zacząć. Kiedy ostatnio pisałam? Sprawdziłam. W czerwcu. Grubo. Haha, no nie sądziłam, że aż tak… No więc dużo bym mogła opowiadać, co się działo przez ten czas, z resztą nie o to chodzi jak co komu wychodzi… Yy o czym to ja pisałam? Ah tak. Krótkie streszczenie:

Na początku lipca była u nas siostra mojego męża ze swoim mężem i dziećmi. Wypożyczyliśmy auto 7 osobowe, żeby gdzieś pojechać. No i zaliczyliśmy dwie fajne wycieczki. A nasza córa, jakby ktoś pytał, to bezproblemowe dziecko. 🙂 Można z nią jechać na koniec świata. Byle jej dać jeść na czas, a tak to w wózku czy w samochodzie grzecznie siedziała. A miała wtedy ledwo 3 miesiące skończone! 🙂

Potem lipiec się szybko zsunął i nadszedł sierpień i wylot do Polski. Pamiętam jak w lutym, jeszcze w ciąży kupowałam bilety samolotowe, na tą podróż. Musiałam już wtedy podać imię dziecka, i to wtedy zostało przyklepane już na pewno imię Izy. Wiadomo, że można zmienić potem rezerwację, no ale jednak została Iza. 😀 Bałam się strasznie jak to będzie z tym lotem i w ogóle taskaniem na lotnisku z dzieckiem i walizami, ale jak zwykle nie taki diabeł straszny, jak się okazało. No i córa jak zwykle nas nie zawiodła. Kochana jest. 🙂 Cały lot przespała, obudziła się na lądowanie, a jak trochę trzęsło to się cieszyła. 😀

Cudowne prawie 2 miesiące w Polsce, oczywiście zleciały strasznie szybko. No i cudowne to były, dopóki byłam w mojej Mamy.. 😀 Chrzciny Izuni przeszły jakoś, bez szału.. Nie stresowałam się jakoś, baa, podeszłam do nich tak beztrosko, że nie pomyślałam w ogóle o zdjęciach! W ostatniej chwili szwagier męża coś pstryknął i… porażka. Ale cóż. Nie zdjęcia najważniejsze.. 😉 Czas w moim rodzinnym mieście był wspaniały. Codziennie spacerowałyśmy z mamą jak i z Kuzynką mogłam się widywać. Chodziłyśmy razem na spacerki z córeczkami. Masakra, do czego to doszło!!! 😀

Ostatni tydzień pobytu, był jednak horrorem. 1 października przyleciał mój mężu i byliśmy jeszcze 2 dni u moich rodziców, a potem pojechaliśmy do teściów. Gdzie miejsce miała impreza urodzinowa teściowej. Niestety chyba nie posłużył mojemu dziecku. Ogólnie byłam wściekła. Leżało sobie dziecko w wózku i nawet nie wiedziałam kiedy a nagle ktoś ją nosi… tysiąc twarzy, tysiąc zapachów, harmider… Skończyło się to najgorszą nocą w życiu! Iza darła się (tak darła, a nie płakała) pół nocy i ciężko było ją uspokoić. W końcu jej nerwy przeszły na mnie, a potem to już w ogóle masakra. Najgorsze, że dopiero teściowej udało się ją uspokoić… Jakoś w końcu zasnęliśmy koło 4 rano, i dzień toczył się normalnie, ale o 17 Iza usnęła na drzemkę (przynajmniej tak myślałam) ale już się nie obudziła do 8 rano!!! Bidulka. Byłam wściekła, bo oni wszyscy tam dziecko jak zabawkę sobie noszą, przytulają, gadają. Nie pomyślą, że po 1, ja mogę sobie tego nie życzyć, a po 2, że my jesteśmy w UK sami i Iza nie jest przyzwyczajona do takich tłumów, po 3, że jak mi ją będą przez tydzień całymi dniami nosić, i zabawiać, to ja wrócę do UK i nie będę mogła na 10 minut jej zostawić samej z zabawkami, żeby cokolwiek zrobić.. i tak też było, pierwsze kilka dni po powrocie były ciężkie.. ale jakoś ją odzwyczaiłam. (jakby ktoś pytał, to nie zostawiałam, żeby się wypłakała 😛 Tylko przychodziłam, przytulałam, uspokajałam. A jak się uspokoiła znów odkładałam i tak coraz dłużej zostawała sama.) ale i tak wszystko co dobre szybko się kończy, bo i tak już jest tak ruchliwa (zaczęła pełzać) i tak ciekawa świata, że i tak przestała być bezproblemowa, bo albo gdzieś pełznie i trzeba pilnować gdzie paluchy i głowę wtyka, albo krzyczy, bo chce oglądać świat z wysokości, albo chce do innego pokoju iść. 😀

Wracają do tematu pobytu u teściów – tam na miejscu szwagier też ma małe dziecko, drugą córeczkę 5 miesięcy starszą od mojej Izy. I oni z tego co widzę większość rzeczy w kwestii wychowania dziecka robią zupełnie inaczej niż ja. Ja się nie wtryniam, każdy robi co chce ze swoim dzieckiem, ale też nie pytam o rady! A oni wszyscy z teściową na czele i tak pytają czemu nie dajesz jej jeszcze kleiczku? A dawałaś jej już chrupki kukurydziane? A może chcesz taki jogurcik jej dać??? Nie daję bo jeszcze jest za wcześnie. Chrupki są zbędnym zapychaczem dla niemowlaka (a jakim brudzącym!). A tego jogurciku to sama bym jeść nie chciała! (chodziło o Nestle Jogolino – dziękuję bardzo za JOGURT, którego nie trzeba trzymać w lodówce (sic!), który zawiera maltodekstrynę, cukier, sztuczne aromaty i całe 3.5% owoców!) Mówcie co chcecie, ale akurat wpojenie dobrych nawyków żywieniowych dziecku to mój najwyższy cel, bo ja miałam wpojone chujowe i będę się z tym borykać do końca życia. A i nie widzę sensu i rozsądku w dawaniu dziecku takiej chemii, skoro mogę dać jej świeży jogurt ze świeżymi owocami! W dzisiejszych czasach, taka nieświadomość i nie czytanie składu tego co daje się dziecku, to zwykła ignorancja. A niestety, większość powszechnie znanych produktów dla niemowląt dziś to chłam… 😦 A ludzie to łykają, wierzą, że jak pisze, że dla dzieci to zdrowe. Do niedawna też tak myślałam ( w sensie dopóki nie zaszłam w ciążę).

Dobra nie jestem tu, żeby Was pouczać co dawać dziecku jeść. 😛 Ale no podsumowując irytuje mnie to, że u teściów to ja jestem kosmitką, bo niby wymyślam itd. A co ich to obchodzi?! Ja się nie wtrącam w to co jedzą obce dzieci. Chyba, że ktoś mnie zapyta o poradę. 🙂

Także ten. Po powrocie ciężko było wrócić do rzeczywistości ale jakoś się udało. Na potrzeby małej musieliśmy trochę przemeblować salon, kupiliśmy ogromną matę na podłogę (nie mamy dywanu, a podłoga zimna) i kojec na awaryjne chwile gdy będę chciała iść siku albo jako karnego jeża. 😀 Iza dopiero pełza, ale wolę być gotowa. Bramki na schodach też już są. Tzn na górze, bo już na prawdę pokonuje spore dystanse i mogłaby się do schodów dotoczyć i stoczyć… Rozszerzamy również dietę i idzie nam… nie wiem jak. Bo robię to pierwszy raz. 😀 Ogólnie to w sumie wszystko co jej dam raczej jej smakuje (tak wnioskuję ochoczego otwierania buzi bo kolejne łyżeczki) ale zjada kilka łyżeczek i tyle… butla musi być. Czasami zje więcej, ale to musi mieć lepszy dzień a jedzenie.. słodkie. Choć raz zjadła pół słoiczka Marchewki z Ziemniakiem i domiksowanym do tego gotowanym indykiem. Wiem, że z jednej strony ma czas, ale z drugiej no to nie wiem, w jakim wieku powinna faktycznie pozwolić zastąpić sobie butlę posiłkiem stałym? Może opowiecie jak to było u Waszych pociech? 😛

Po za tym mamy za sobą pierwszy katar, który zaczął się w Polsce i ciągnął prawie miesiąc, przerodził się potem w zapalenie ucha i zaliczony pierwszy antybiotyk! Antybiotyk skończony, katar też ucichł, ale teraz kaszle, mokro i charczy jej gdzieś tam flegma. No ale lekarz ją widział i ucho już w porządku a i w płucach i oskrzelach czysto… Yh.. A ten kaszel ją nieźle męczy w nocy… ale cóż mogę pomóc? Inhalować się nie chce… ni chu chu.

Ogólnie to by było tyle.. W sumie gadam tylko o córze, ale o czym innym bym mogła? 😛 Mogę jeszcze powiedzieć, że ponad miesiąc bez męża z jednej strony nie był taki straszny, myślałam, że ciężej będzie tam na miejscu, bo chyba nie było czasu na myślenie i tęknienie.. ale już jak zaczęłam kilka dni przed jego przylotem do Polski myśleć o tym, że zaraz go zobaczę itd.. to dopiero poczułam, jak mi go brak. Dobrze nam zrobiła ta rozłąka.. 😉 Z ciekawostek jeszcze taka sprawa, że ci znajomi co mieszkali 3 piętra nad nami jak mieszkaliśmy w bloku, też kupili dom, 10 minut piechotką od nas a w dodatku niedawno się pochwalili, że też są w ciąży! 😀 Także całkiem fajnie. 🙂 Z najbliższych planów to Święta i Sylwester siedzimy w domu, bo Mąż pracuje… Lecimy do Polski na przełomie Marca i Kwietnia na Izy roczek. A potem w Maju na Canary 😀 Marzenia się spełniają (choć wiem, że niektórzy powiedzą, że oklepane i wszyscy tam latają… ale mi to lotto). No i nie wiem co jeszcze. Ah, w styczniu wracam do pracy… o ile firma się zgodzi na moje wymagania. 😀

Na razie to tyle, wybaczcie nieobecność… Nie obiecuję za wiele, ale może cosik wrócę do żywych. 😀 Buziaki!

Bez tytułu

Kolejne 3 tygodnie minęły a ja nic nie napisałam. Czas teraz zapitala niemiłosiernie. Pomału wyrabiamy sobie z Izunią rutynę, a ona przyspiesza czas jeszcze bardziej. 😀

Co u nas? No właśnie jak wyżej – wkurzyłam się w końcu, bo Iza jadła tak w kratkę, że nie miałam już cierpliwości. Postanowiłam od kilku dni, zawziąć się i ustalić jej jakieś konkretne godziny jedzenia, choćby nie wiem co. Uznałam, że najodpowiedniejszy będzie układ 8, 11, 14, 17, 20 (bo o 19 to akurat jemy obiad jak Mąż wraca z dniówki, potem ją kąpię i o 20 je) a potem to już  w nocy się budzi wedle uznania, raz o 1, raz o 2, raz o 3, ale myślę, że i to się unormuje, albo z czasem w ogóle zaniknie 😀 W każdym razie pierwsze dwa dni musiałam trochę z nią powalczyć, pozagadywać, zabawiać, żeby jakoś dotrwać do wyznaczonych godzin. A dziś już było całkiem ok. Jeszce chwila i już w ogóle będzie git, tak myślę. Nie zamierzałam tak robić będąc w ciąży, ale życie zweryfikowało, że bez takiej organizacji posiłków dziecka, to ja nic nie mogłam zrobić… bo nigdy nie było wiadomo, kiedy ona będzie głodna… A przy okazji tego trybu się okazało, że Ona ma ochotę już po tym jedzeniu o 20 iść spać! A zakładając te pory, byłam pewna, że jeszcze o 23 będzie jeść.  A ona mi usypia przy butli i śpi do tej 2-3. 🙂 Przynajmniej drugi dzień już. Zobaczymy jak będzie dalej…

Po za tym co… jutro mamy drugie szczepienie i sram po gaciach, choć po pierwszym nie było źle. Na szczęście P. ma już jutro wolne 3 dni więc, w razie Wu nie będę sama.

Początkiem lipca przylatuje siostra P. z rodziną, a ja mam nadzieję, że szybko zleci ten tydzień. Boję się jak bardzo mi to zdezorganizuje dzień z dzieckiem i jak bardzo nadmiar nowych twarzy i harmidru na nią w ogóle wpłynie. Ale cóż, już czasu nie cofnę. Na szczęście oni są w normalni i raczej nie będą się mi wcinać ani bez pytania dziecka tarmosić. Tak myślę. Po ich odwiedzinach to już byle do sierpnia dotrwać. 15go lecimy do Polski! Nie mogę się doczekać! Choć to będzie zupełnie inny wymiar, stanąć na Polskiej ziemi jako MAMA. I to będzie pierwszy nie beztroski urlop polegający na wydawaniu pieniędzy, imprezowaniu i spotkaniach ze znajomymi. Mimo to cieszę się bardzo, że moja rodzina pozna w końcu moją córeczkę, i że ja poznam córeczkę kuzynki (i swoją przyszłą chrześnicę). Nie wiem czy się Wam chwaliłam, że lecimy 15go sierpnia, po czym 23 P. wraca do UK a ja zostaję, potem 1go PAŻDZIERNIKA przylatuje do PL i 10go wracamy razem. Czeka mnie więc prawie 2 miesiące w Polszy. Bite 5 tygodni w rodzinnym mieście, z Mamą, Kuzynką… z RODZINĄ! 🙂 Ale oczywiście wszystko na swoje minusy… Bo P. będzie daleko, i będzie tu sam, i będę tęsknić, i będę mieć wyrzuty sumienia, że ja sobie siedzę z rodziną w PL a on tu sam i jeszcze tylko na mnie tyra w pracy i tyle go imija z życia Izy 😦 Dobrze, że jest messanger i telefony z kamerami…  Ale wiem, że to jedyna taka dla mnie szansa, żeby pobyć tak długo w Domu, i skoro mój najwspanialszy Mąż się na to zgodził, to muszę skorzystać. Ale wdzięczna mu będę za to BARDZO. Choć jest też taka strona medalu, że to, że tak długo tam u Was zostanę to przez jego pracę i to, że nie było wolnych terminów na urlop we wrześniu. Dlatego dopiero w październiku po nas przyleci. Szczęście w nieszczęściu xD

Kończę tę pogadankę i idę spać. Ostatnio jakoś tak chodzę spać jak jeszcze jest widno… 😀 Haha, serio. U nas dopiero po 22 się robi całkiem ciemno. Teraz jest 21:45 i dopiero się zrobiło szaro.

Trzymacie kciuki za szczepienie – poprzednim razem płakałam jak tylko weszliśmy do gabinetu, a Iza tylko krzyknęła raz przy ukłuciu i tyle. 😀

Dobranoc.

2 miesiące Izuni 

Ale ten czas leci. Nasza córeczka, ma już 2 miesiące i zmienia sie w oka mgnieniu. Mało tego dziś jest również 4 rocznica naszego przyjazdu do UK. Poniżej maly update co u nas.

15 maja moi rodzice wrocili do Polski, a 26 przylecieli teściowie, ale jutro już wracają. Na szczęście. 😁😂 hehe. Izabelka rośnie jak na drożdżach, i nagle sie okazuje, ze mam malo ciuszków. 😂😂 Meczymy sie trochę z brzuszkiem. Po nocach mi steka i sie wierci. A w dzien spi normalnie. 🤷‍♀️ Rutyny jeszcze nie mamy bo zblizałyśmy sie do jej wybracowania a teściowie trochę nam to zaburzyli. Od jutra będziemy sie starać 😉 Wyobraźcie sobie, że mimo iż od jakichś 2 tygodni Iza głównie jest na MM to raz dziennie dostaje pierś i w nich ciągle coś jest? Chciałam tak dociągnąć choć do pierwszego szczepienia i udało się. A szczepienie było 29go i Izunia dobrze je zniosła. Byla dzielniejsza ode mnie.. bo ja płakałam jeszcze zanim ja ukłóto. 😂👌 W nocy też nie było gorączki czy innych problemów. Noc jak każda inna. 🙂 Teraz przed nami miesiąc wlasnej normalności i wpadania w rutynę, aż do lipca, bo przylatuje siostra Męża z rodziną. Teraz to ja troche żałuję, ze sie na to zgodziłam. Taka bande ludzi przy małym dziecku, ale cóż. 🤷‍♀️ Jakos na starcie im powiem,zeby wybaczyli, że będę starala sie z Iza siedziec troche na górze, a nie całymi dniami na dole w tym tłumie. A no i na szczęście, myślę, że wszelkie prośby by mi dziecka nie dryndać cały dzień na rękach, będą  prędzej uszanowane niż przez teściową. 🤷‍♀️ Twraz to pal licho, bo dziecko małe i jeszcze tak nie czai bazy, ale za miesiąc już bardziej by mogla siw rozpuścić przez tydzień noszenia.. a potem ja nic nie zrobie w domu jak sama zostanę, tylko będę nosić… myślę, że każdy kto ma dziecko i babcię dziecka wie o czym mówię. 😂😂 

Kończę, bo dziecko śpi to i ja musze korzystać, z każdej chwili na sen. 😂😁

P.S. Wybaczcie, że mało u Was komentuję. Ale staram sie być na bieżąco.. najczesciej czytam na… 🚽😂😂😂

Po drugiej stronie mocy…

W końcu znalazłam chwilę, żeby napisać co u nas. 

Ja juz fizycznie czuje sie bardzo ok. Wciąż po dłuższym spacerze boli mnie miednica – tak jak w ciąży bolała, a w nocy strzela przy przekręcaniu. Cięcie sie jeszcze goi, ale jest ok. Tylko ten fragment skóry na brzuchu bez czucia. Dziwny. 🤷‍♀️

10 kwietnia przyleciała moja mama i pomogła mi ogarnąć życie.. przyznam szczerze, ze bez jej wsparcia i rad byłoby krucho. Nie potrafiłam sama się zorganizować, pokazala mi jak sorawbie i wygodnie wykąpać dziecko, doradziła jak postępować  w nocy żeby wydłużać dziecku nocną przerwe w jedzebiu a co za tym idzie – sen. Obecnie Izunia ma 6 tygodni i w nocy śpi juz 4-5 godzin, a potem juz do rana.. bo i najwazniejsze.. ponieważ, i yak dostaje oprocz mojej piersi MM, to kilka nocy moja Mama z nią spała a ja mogłam wyspac sie te 7-8 godzin ciągiem. Bajka, człowiek od razu inaczej się czuje. Pan Bog dał plame tak nas projektujac, ze człowiek dorosly potrzebuje 6-8h snu ale noworodki musza jesc co 3… no cos tu nie tak. 😂🤷‍♀️

Niestety rodzicie już wrócili do Polski 15go, a ja zostałam sama na placu boju. I w domu jakoś tak pusto się zrobiło… czekam, aż Izunia będzie potrafiła wchodzić w jakieś interakcje. 🙂 Chyba jakos wyczuła, ze kogos brak (w koncu Babcia byla z nami ponad miesiąc), bo cały dzien prawie nie spała i jadła mało.. ale następnego dnia juz wrocilo wszystko do normy. Pomału jeszcze się dotrzemy juz tak sam na sam i wyrobimy swoj rytm 😉 Jutro Piotrek juz kończy zmiane i bedzie z bami do wtorku. W końcu rodzinne ciepło i spokój. Jednak czas przed przyjazdem mamy był po prostu ciężki i radosci z rodzicielstwa w nim było mało..

Mamy trochę problemów z brzuszkiem. Nie sa to na szczescie kolki.. a tylko wzdecia. Troche sie Izunia pręży i steka i puszcza baki. Nie jest to kilku godzinny krzyk. Ponoc trzeba to po prostu przetrwać, ale postanowilismy też zmienic mleko. Dziś pierwsza noc na nowym i troche sie boję co bedzie. Spimy same bo mąż idzie na 6 do pracy. Ale jadla juz o 16 pierwszy raz nowe i poki co jest ok. A na pewno nie gorzej.. heh. Trzymajcie kciuki.

Wyprzedzając pytania – karmimy sie tez piersią.. ale niestety coraz mniej… dlugo by gadac… 😥

P.S. Moze mnie nie widać, ale staram sie czytać  co u Was. Tylko jedną ręką ciezko sie pisze… jal widzicie napisalam po miesiącu post. Nie ma lekko xD Ale wierzę, ze rozumiecie. Buziaki!